środa, 19 lutego 2014

Rozdział 19

Tosia
Cale wakacje spedzilismy swietnie sie bawiac. Niestety przyszedł czas żeby wrócić. Pojechaliśmy na lotnisko, dolecieliśmy do Warszawy i wzięliśmy taksówkę do domu Wojtka. Nagle przestałam widzieć. Przed moimi oczami pojawiła się ciemność i usłyszałam wołanie mojej mamy :,, Tosia, Tosia dziecko". Ciemność przeradzała się w światło a w środku zauważałam twarz mojej mamy. Nagle spostrzegłam, że leże w szpitalu nade mną stoi mama, obok niej tata a dalej Mara. Nie wiedziałam co się stało i zapytałam
- Mamo, czy ja jestem w szpitalu, czemu?
- Spokojnie. Mieliście wypadek. Jakaś ciężarówka wjechała w waszą taksówkę. Leżałaś 3 tygodnie w śpiączce.
Chciałam zapytać co z Łozem, ale nagle pojawił się lekarz i powiedział:
- Pani Antonino musi pani odpoczywać. Niech się pani prześpi, a narazie nic nie mówi - i odpłynęłam
Mara
- Może napisze do chłopaków żeby przyszli, przecież tyle rozpaczali po tym wypadku i czekali aż się Tośka obudzi - powiedziałam
- Tak zrób tak - odpowiedziała mama mojej przyjaciółki
Zadzwoniłam do Tomka.
- Hej Tomuś
- Cześ Mara. Co tam? Już się stęskniłaś? - zapytał uśmiechnięty
- Tak sobie mów - odpowiedziałam wesoło - ale dzwonię w innej sprawie. Tośka się wybudziła. Może wpadniecie?
- No jasne. Przecież to dobra wiadomość. Po tym wszystkim co się stało... Już zbieram chłopaków i zaraz będziemy
- Ok to do zobaczenia
- Chłopacy zaraz będą - powiedziałam do rodziców Tosi
- To dobrze. A Wojtka trzeba jeszcze obudzić. Przecież jest koło niej dzień i noc a teraz zasnął biedak na tych krzesłach i nawet nie słyszał mojej córki - powiedział jej tata
- Ja się tym zajmę - powiedziałam i podeszłam kilka metrów dalej gdzie na krzesłach spał zmartwiony Łozo. - Ej budzimy się - powiedziałam
- Mamoo jeszcze chwilę - mówił zaspany
- Nie mamo tylko Maro jeśli już - uśmiechnęłam się
- O Boże. Przepraszam cię - odpowiedział już obudzony - A coś się stało że mnie tak budzisz? - zapytał
- Tosia się wybudziła - uśmiechnęłam się
- Tak! O Boże w końcu już myślałam że ją stracę - podskoczył uradowany
- Ale spokojnie. Lekarz powiedział ze ma odpoczywać i kazał jeszcze się jej zdrzemnąć ale za 2 godziny powinna się obudzić.
- Dobra to ja muszę na chwilę wyskoczyć na miasto i zaraz wracam - powiedział i wybiegł.
Tomson/ 1 godzina później
Super, że Tosia się wybudziła. Myślałem że już po niej. To przecież w jej stronę wjechał ten tir, kierowca taksówki nie żyje, a Łozo miał tylko złamaną nogę i obwinia się, że to przez niego Tosia leży w szpitalu. Ale teraz już będzie wszystko dobrze. Zebrałem już chłopaków i właśnie podjeżdżamy pod budynek z chorymi.
- Macie to zdjęcie-? - zapytał Baron
- Mamy mamy spokojnie - odpowiedział Torres
- No to idziemy - powiedziałem
Kiedy weszliśmy do sali Tośka jeszcze spała, a koło niej siedzieli rodzice i Mara.
- Dzień dobry - powiedzieliśmy - nasz chora jeszcze śpi? - zapytałem
- Tak ale niedługo powinna się obudzić
I właśnie w tym momencie się obudziła.
- Niespodzianka - krzyknęliśmy wszyscy i daliśmy jej nasze wspólne zdjęcie, które zrobiliśmy podczas naszego pierwszego spotkania z kolorową ramką i napisami ,,wracaj do zdrowia'' itp.
Tosia się ucieszyła jednak coś ją trapiło
- Dziękuje wam bardzo . Jesteście kochani. - powiedziała - Ale gdzie jest Wojtek? Nie mówcie, ze tylko ja wyszłam cało z tego wypadku? - i nagle w jej oczach pojawiły się łzy
W ty właśnie momencie do sali wparował Wojtek z wielkim bukietem tulipanów, dziesięcioma kolorowymi balonami i wielkim miśkiem.
- A jednak się spóźniłem. Nie mogłaś troszkę dłużej spać - powiedział uradowany
- Wojtek ja myślałam już, już, że cie straciłam na zawsze - zaczęła płakać
- A ja bałem się tak samo o ciebie - powiedział, mocno ją przytulił i z każdej pary oczy wypłynęły łzy.





Dawno nie było rozdziału ale teraz się. Mam nadzieję, że opłacało się na niego tyle czekać :)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Dawno mnie tu nie było....

Witajcie :) jesli mi sie uda dodam niedlugo rozdzial ale musze wiedziec ze ktos to jeszcze czyta i na to czeka dlatego jesli jestescie jeszcze ciekawi tej historii to piszcie w komentarzach :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 18

......do Barcelony!!!! Widocznie Wojtek musiał gadać z moją mamą o moich marzeniach.
- My jesteśmy w Barcelonie! - krzyknęłam do niego
- No jakoś tak wyszło - uśmiechnął się
- Kocham Cię, wiesz - pocałowałam go
- Ale to nie koniec niespodzianek - powiedział i już nic nie udało mi się z niego wyciągnąć do wyjścia z samolotu.

Wojtek/ Barcelona

Cieszę się że Tośce podoba się prezent. Jestem strasznie ciekaw jak zareaguje na ,,główną gwiazdę wieczoru". Ale najpierw musimy iść do hotelu. Dotarliśmy tam i zameldowaliśmy się. Kiedy weszliśmy do pokoju na twarzy mojej dziewczyny pojawił się kolejny wielki uśmiech.
- Tu jest pięknie! - krzyknęła - i ten widok na morze!
- Zgadzam się z tobą.
Rozpakowaliśmy się i postanowiliśmy iść na plaże. Było cudnie - ciepło, kolorowo.
- To może tu usiądźmy - powiedziała Tośka
- Ok
Rozłożyliśmy koce i przebraliśmy się w stroje kąpielowe. Tosia chciała się poopalać a ja poszedłem popływać. Kiedy wyszedłem z morza mojej dziewczyny nie było na plaży. Wystraszyłem się i zacząłem jej szukać. Gdy już miałem krzyczeć nagle ktoś zasłonił mi oczy. Odwróciłem się i zobaczyłem ją.
- Co tak biegasz? - zaśmiała się
- Gdzie byłaś? Wystraszyłem cię, że ktoś cie...
- Spokojnie - nie dała mi dokończyć - poszłam tylko kupić wodę bo nie wzięliśmy z hotelu - uśmiechnęła się
- To dobrze - przytuliłem ją
Potem poszliśmy na koc i razem leżeliśmy, a później popływaliśmy. Nad morzem byliśmy mniej więcej do 18:30. Tośka chciała jeszcze zostać ale chwyciłem ją i poszliśmy, bo przecież mam coś jeszcze......

Tomson/ Warszawa

Bardzo się cieszę, że przyjechała do mnie Mara. Możemy teraz spędzić ze sobą więcej czasu. Siedzieliśmy w domu i gadaliśmy ale gdy spojrzałem na zegarek powiedziałem:
- Włączaj telewizor. Oglądamy mecz.
- A co ci nagle tak przyszło? - zapytała Mara
- Zobaczysz - uśmiechnąłem się
- Ej no mów -  śmiała się moja dziewczyna
- Kogoś ci tam pokaże

Tośka/ Barcelona
Strasznie szybko zwinęliśmy się z plaży. Nie mam pojęcia dlaczego. Gdy byliśmy już w hotelu Wojtek powiedział:
- Nie chciałaś wracać a przecież mecz się niedługo zaczyna.A ja przecież obiecałem ci, że go obejrzysz - zaśmiał się
- A no tak. Boże ja o meczu zapomniałam co ty ze mną robisz człowieku - zaśmiałam się, a on wybuchł śmiechem.
- Ubierz coś wygodnego i fajnego ja też się przebieram - powiedział po chwili
- Ale po co? Przecież mieliśmy mecz obejrzeć...- odpowiedziałam ze smutkiem
- Ubieraj się nie marudź - powiedział, dziwnie się uśmiechnął, pocałował mnie w czoło i poszedł do łazienki.
Stwierdziłam, że jak już tak mówi to się przebiorę. Ubrałam to. Kiedy byłam gotowa wyszliśmy i udaliśmy się do samochodu który Wojtek wypożyczył.
- A teraz, żeby było ciekawiej zawiąże ci oczy - zaśmiał się
- Nie żartuj - odparłam
- Serio - zrobił to co powiedział. Czułam tylko, że jedziemy ale nie wiedziałam gdzie.Nagle zatrzymaliśmy się i zdjął mi opaskę z oczu. Wyszliśmy z samochodu i zobaczyłam stadion Camp Nou.
- Oszalałeś - krzyknęłam uradowana
- Tak, na twoim punkcie - powiedział i pocałował mnie - idziemy - złapał mnie za rękę i weszliśmy na stadion.
- Gdzie mamy miejsca ? - zapytałam
- Tam - wskazał ręką, a ja myślałam, że śnie to były miejsca dla VIP-ów.
Usiedliśmy. Mecz zaczynał się za 15 minut, więc nie wszystkie miejsca były jeszcze pełne. Jedno wolne było koło mnie. Rozmawiając z Wojtkiem nie widziałam kto na nim usiadł ale poczuła, że ktoś jest koło mnie. Kiedy odwróciłam głowę zobaczyłam nie kogo innego ale Shakirę ( jest partnerką jednego z graczy Barcelony Pique) we własnej osobie. Myślałam, że to wielki sen, ale gdy Wojtek mnie uszczypnął wiedziałam, że to wszystko dzieję się naprawdę.






I jest kolejny rozdział. Udało się jakoś w tym natłoku nauki. Mam nadzieje, ze wam się podoba. Spodziewaliście się takiej wycieczki Tośki? :D

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 17

Zatkało mnie gdy usłyszałam te słowa od mamy. Teraz wiedziałam dlaczego Patrycja przyszła do mnie. Jej mama zawsze stawała w mojej obronie i próbowała wytłumaczyć mojej byłej przyjaciółce by ta tak nie postepowała ale ona nigdy nie chciała słuchać. Widocznie teraz wszystko zrozumiała. Dowiedziałam się od mamy kiedy jest pogrzeb mamy mojej byłej przyjaciółki. Postanowiłam że na niego pójdę.

Wojtek/Ten sam czas
Widzę ,że Tośkę zabolało to co usłyszała. Pewnie miała w miarę dobry kontakt z tą babką. Stwierdziłem, że jutro pójdę z nią na ten pogrzeb, a dzisiaj powiem jej o największym prezencie urodzinowym. Nagle do kuchni wszedł Tomson.
- Siema . A co wy już nie śpicie? - zapytał
-Cześć - odpowiedzieliśmy - Jakoś już nie - powiedziałem
- A co wy takie grobowe miny macie? Pokłóciliście się? A tak przy okazji, gdzie są jakieś proszki po łeb mi pęka- jęczał
- Prosze tu są - moja dziewczyna podała mu tabletki - A mamy takie miny bo dowiedzieliśmy się że umarła mama Patrycji
- To dlatego ona tu wczoraj była. Dzięki za teblety. Co ja bym bez ciebie zrobił - powiedział i uścisnął ją po przyjacielsku
- Ej ty się tak nie zagalopuj - spojrzałem na niego zabójczo
- Spokojnie. Nie zabiorę ci jej przecież - zaśmiał się i wyszedł z proszkami.
Zauważyłem wtedy, że Tosia się uśmiechneła co mnie bardzo uradowało.
2 godziny później
Wszyscy już wstali. Razem z Tosią zrobiliśmy śniadanie dla całej naszej grupy. Po nim dziewczyny pojechały do domu, a chłopacy ruszyli do Warszawy. Ja miałem dojechać jutro po pogrzebie. Właśnie zmywaliśmy naczynia gdy wrócili rodzice Tośki i jej babcia. Przywitałem się z nimi. Następnie poszedłem na powietrze razem z panem Antkiem aby omówić pewną sprawę.

Tosia/ten sam czas
Tata z Wojtkiem gdzieś wyszli. Chyba coś razem kręcą, ale cieszę się że mają dobry kontakt. Postanowiłam, że skorzystam z okazji i pojadę do kwiaciarni zamówić wieniec. Tak też zrobiłam. Gdy wróciłam był już obiad. Wszyscy go razem zjedliśmy, a po nim Wojtek zaproponował żebyśmy się przeszli. Zgodziłam się. Poszliśmy do lasu w którym często biegam.
- Mam dla ciebie jeszcze ostatni prezent urodzinowy. - powiedział Łozo
- Jeszcze? Jesteś kochany - odpowiedziałam
- Tym prezentem są nasze wspólne wakacje za tydzień. Będą one trwały 2 tygodnie
- Super - odpowiedziałam - ale ja nie mam kasy musze zbierać na mieszkanie - zasmuciłąm się
- Powiedziałem prezent czyli ja stawiam
- Przestań. Ja nie mogę pozwolić żebyś tyle kasy na mnie tracił...
- To ty przestań. Jesteśmy razem i cię kocham także mogę jej stracić jeszcze więcej - pocałował mnie
- No dobrze. Dziękuje ci bardzo. A gdzie te wakacje spędzimy? - zapytałam z ciekawością
- A to jest niespodzianka. Powiem ci tylko że będzie bardzo ciepło - odpowiedział z uśmiechem
- No powiedz gdzie - zrobiłam minę szczeniaczka
- Dowiesz się za tydzień. Ustaliłem z twoim tatą że przywiezie cię do Warszawy na lotnisko bo ja będę tuż po koncercie więc nie zdążyłbym po ciebie wpaść
- No dobra ufam ci. Ale czy tam będzie telewizor. Bo wiesz, że FC Barcelona gra taki ważny mecz a ja ich wręcz kocham - zaśmiałam się
- Mam być zazdrosny? - zapytał - obiecuje ci że ten mecz obejrzysz - uśmiechnął się
Następny dzień/Wojtek
Dziś byliśmy z Tośką na pogrzebie. Było naprawdę dużo ludzi. Musiał to być pogodna osoba. Tosia ustaliła z Patrycją, że nie może jej tak całkowicie wybaczyć, ale nie jest na nią zła i jak coś to może na nią liczyć. Widziałem, ze wiele ją to kosztowało ale pomogło jej. Nie zadręczała się już tym tak. Po pogrzebie musiałem jechać do Warszawy. Nie chciałem zostawiać Tosi, ale pamiętałem o tym, że za tydzień się widzimy i jedziemy na 2 tygodniowe wakacje.
Tydzień później/ Tosia
Tata przywiózł mnie na lotnisko. Spokałam się z Wojtkiem i razem weszliśmy do środka. Nie wiem jak mu się to udało ale nie zobaczyłam dokąd lecimy. Lecieliśmy jakieś 3 godziny. Przez ten czas dużo rozmawialiśmy, a w pewnym czasie zasnęlam Wojtkowi na ramieniu. Gdy się obudziłam mieliśmy lądować. Zobaczyłam przez okienko, że przylecieliśmy do....





Jak się podoba? Długo nie pisałam ale udało mi się w końcu znaleźć czas. Jak myślicie gdzie polecieli i co się tam wydarzy? :D

poniedziałek, 11 listopada 2013

.......

Przepraszam że nie dodałam dawno bloga. Wybaczcie. Jakoś nie mam czasu, weny, jesienna depresja mnie chyba dopada :P Pomyślałam sobie, że może przez ten czas już zapomnieliście o moim blogu więc proszę piszcie w komentarzach czy chcielibyście aby pojawił się nowy rozdział. Jeśli większość głosów będzie za tym żebym go tu umieściła postaram napisać go jak najszybciej :)
Pozdrawiam :)
Bigg up :)

sobota, 19 października 2013

Rozdział 16

- Jakoś ci nie wierzę - powiedział Wojtek
- No to trudno przyszłam tu do Tośki, anie do ciebie. Wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń - skierowała do mnie mały prezencik - to dla ciebie
- Dziękuje ci ale sama wiesz co się między nami działo i jakoś nie chce i nie mogę przyjąć tego od ciebie.
- No właśnie. Ja nie przyszłam żeby tylko ci to dać. Chciałam cię bardzo przeprosić za wszystko co ci wyrządziłam. Kiedyś byłyśmy prawie nierozłączne ale ja to zepsułam i zdaje sobie z tego sprawę. To wszystko przez głupią zazdrość o Marę, później o Maćka, który zawsze mi się podobał i robiłam wszystko by go zdobyć a on wybrał ciebie chociaż wcale się o niego nie starałaś, a w końcu o to że jesteś teraz szczęśliwa i masz przy swoim boku takiego chłopaka i wiernych przyjaciół, a ja nie. Dzisiaj to zrozumiałam. Nadal chciałabym się z tobą przyjaźnić, ale wiem, że nigdy nie odzyskam twojego zaufania. Proszę Cię, przyjmij to. Nie musisz mi wybaczać bo sama bym sobie po czymś takim nie wybaczyła. Dzisiaj to zrozumiałam.... - wręczyła mi prezent i odbiegła
Ten sam czas/ Wojtek
Po przemowie Patrycji stałem jak wryty, z resztą Tośka też. Nie widziałem co powiedzieć dlatego tylko ją mocno przytuliłem.
- Nie rozumiem sama siebie. Przed chwilą ją nienawidziłam, a teraz czuje tą więź, którą miałyśmy ze sobą w gimnazjum. - powiedziała i po policzku popłynęła jej łza
- Mała spokojnie. Po prostu jesteś dobrym człowiekiem i masz miękkie serducho, a ja cię za to kocham - powiedziałem -otworzysz to? - wskazałem na małe pudełeczko
- Chyba muszę - odpowiedziała
- Połówka serca z napisem best friends ? - spojrzałem na zawartość
- Miałam to w gimbazie, a ona drugą połówkę. Pamiętam jak rzuciłam tym w Patrycję jak chciała skłócić mnie z Marą - zaczęła płakać
- Ej nie płacz. Tośka no. Wiesz, że nie lubię gdy płaczesz. Dzisiaj są twoje urodziny musisz się cieszyć. Jutro razem pomyślimy co z tym zrobić dobrze? - otarłem jej łzy
- Cieszę się że cie mam - odpowiedziała i do korytarza wparował Tomson
- Macie te napoje - jak zwykle miał banana na twarzy
- Tak już idziemy - powiedziała Tosia
Gdy poszliśmy do salonu Hania z Marą zapytały się kto to był.
- To była Patrycja - wszyscy zamilkli - chciała złożyć mi życzenia i za wszystko przeprosić. Powtarzała zdanie, że dzisiaj wszystko zrozumiała.
- Wybaczyłaś jej? - zapytał niewyparzoną gębą Śniady
- Nic jej nie odpowiedziałam - powiedziała moja dziewczyna
- Dobra, jest impreza, bawmy się, a nie smęćmy - krzyknął Lajan i wszystko wróciło do normy. Tylko Tosia była trochę bardziej smutna niż wcześniej. Udało mi się jednak ją rozweselić. Po 3 godzinach coś zauważyliśmy
- Coś Hania z Grześkiem ciągle się razem trzymają - powiedziałem
- Czyżby dzięki mnie następny członek Afro miał dziewczynę - zapytała uśmiechnięta Tośka
- Chyba dzięki mnie - zaśmiałem się
- No przepraszam jakbym nie ja to ty byś nie miał a i Tomek też - uśmiechnęła się
- No fakt - przyznałem jej rację i poszliśmy tańczyć. Impreza trwała do 3 w nocy. Kiedy się skończyła wszyscy poszli spać. Jednak każdy został w domu u Tośki i z braku łóżek musiałem spać w jednym z moją dziewczyną. Przebudziłem się po 3 godzinach i zauważyłem, że Tosia płacze przez sen. Mocno ją przytuliłem i zasnąłem. Obudziłem się o 7. Tośki nie było więc zszedłem na dół. Mogłem się spodziewać co zastanę. Kartka na stole w kuchni:
Poszłam pobiegać. Wrócę koło 7:30. Wiem, że to ty Wojtek przeczytasz bo reszta będzie spała do 10 przy najmniej więc nie martw się o mnie. Będę na siebie uważać. Muszę wszystko przemyśleć.
Twoja Tosia
Postanowiłem, że poczekam na nią w domu. Zjawiła się tak jak napisała za pół godziny.
- Wszystko dobrze? Nie boli cię noga? - spytałem z troską
- Nie. Wszystko jest ok.- odpowiedziała - wszystko przemyślałam i chciałam z tobą porozmawiać o mojej decyzji
- No dobrze
- Myślę, że powinnam jej wybaczyć, ale nie potrafię traktować jej jak kogoś bliskiego więc będziemy w stosunkach cześć cześć
- Kocham cię za tą twoją dobroć. Wiesz, że ja bym się nie zachował tak w stosunku do niej ale szanuje twoją decyzję i myślę, że tak będzie dla ciebie najlepiej. - powiedziałem i przytuliłem ją. Nagle usłyszeliśmy dźwięk dzwonka jej telefonu.
- To mama - powiedziała - dam na głośnik
- Cześć mamo. Coś się stało? - zapytała
- Cześć Tosia. Chciałam ci powiedzieć, że mam Patrycji zmarła wczoraj rano



Jest rozdział.

piątek, 11 października 2013

Rozdział 15

I zobaczyłam cały zespół, który miał być na koncercie ( Wojtek też), Marę, która przecież była w Poznaniu na studiach, moją przyjaciółkę drugą z liceum, z którą nie widziałam się od zakończenia roku tyle co czasem na maturze bo wyjechała do siostry do Warszawy i kontakt się urwał i mojego kochanego kuzyna, który przeprowadził się do Nowego Jorku i nie widziałam się z nim od roku, a bardzo za nim tęskniłam oraz Gaję. A znajdowałam się w swoim domu. Wszyscy śpiewali mi sto lat, mieli ogromnego torta i dom był świetnie udekorowany. Rodzice z babcią pojechali do mojej cioci, bo stwierdzili, że to młodzieżowa impreza. Po odśpiewaniu sto lat ludzie zaczęli do mnie podchodzić, składać mi życzenia i dawać prezenty. Od chłopaków z Afro dostałam moje zdjęcie z nimi, które było oprawione w piękną ramkę i z tyłu były ich podpisy z głupimi wpisami, od Mary dostałam perfumy, o których jej kiedyś mówiłam, że mi się podobają ale nie miałam wtedy kasy by je kupić, od kuzyna taki fajne coś do postawienia na meble jak to on powiedział : na nowe mieszkanie, od Hani dostałam szkatułkę na biżuterię a od Gaji piękne lakiery do paznokci. Nagle podszedł do mnie Łozo:
- Jest jeszcze coś ode mnie - powiedział i podał mi piękne pudełko. Gdy je otworzyłam zobaczyłam sukienkę, którą oglądałam kiedyś z Marą ale jej cena mnie przeraziła. Była to ta sukienka. Jednak obok leżało jeszcze jakieś małe pudełeczko. Otworzyłam je i moim oczom ukazał się piękny wisiorek w kształcie serca. Był złoty i otwierany. W środku było zdjęcie Wojtka odcięte z naszego wspólnego.
- Mam taki sam - pokazał mi. Był identyczny, tylko w środku było moje zdjęcie. Gdy je złączliśmy powstawało jedno. Założył mi je.
- Dziękuję ci - powiedziałam i pocałowałam go - wszystkim wam dziękuje - krzyknęłam do reszty - jesteście najważniejszymi osobami w moim życiu i bardzo się cieszę, że tu teraz jesteście.
- To co zaczynamy imprezę ? - zapytał Śniady.
- Jasne - odpowiedziałam
I zaczęła się impreza. Tańczyliśmy, gadaliśmy, jedliśmy, piliśmy. Było cudownie. Po pewnym czasie skończyły się napoje i poszłam po nie do kuchni. Za mną poszedł Wojtek.
- Mamy chwilę dla siebie - powiedział
- No 2 minuty może bo z pragnienia tam umrą - zaśmiałam się - Dziękuje ci że ich tu wszystkich ściągnąłeś i że sam przyjechałeś
- A czemu miałoby mnie nie być w taki dzień? - zapytał - Kocham cię jesteś moją dziewczyną i chciałbym dla ciebie jak najlepiej.- pocałowal mnie. Trwaliśmy tak chwilę gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć - powiedziałam
Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazałam się Patrycja.
- Czego tu chcesz? - zapytałam oschle
- Chciałam złożyć ci życzenia i dać prezent
- Nie wierzę ze nagle z ciebie taka przyjaciółka się stała
Wtedy wszedł Wojtek
- Co znowu chcesz od Tośki? - bronił mnie
- Nic. Po prostu chce jej złożyć życzenia




Jest przepraszam że tak długo to trwało ale miałam małe wydarzenia w życiu. Jak wam się podoba rozdział? Wierzycie w nagłą przemianę Patrycji?